O tym, jakie mieszkania będą się sprzedawały w 2011 roku oraz o ochronie interesów nabywców mieszkań rozmawiamy z Jackiem Bieleckim, członkiem zarządu i głównym ekspertem Polskiego Związku Firm Deweloperskich
W którym miejscu cyklu koniunkturalnego znajduje się polski rynek mieszkaniowy? Czy możemy już obwieścić definitywny koniec kryzysu?
Sytuacja na rynku nieruchomości jest w oczywisty sposób pochodną stanu gospodarki i kondycji sektora bankowego. Jeśli w najbliższych latach utrzyma się obecny wzrost PKB na poziomie powyżej 3 proc. rocznie, a banki nie zaostrzą swojej polityki kredytowej, spodziewam się stabilizacji rynku na obecnym poziomie – zarówno ilościowym, jak i cenowym. Sądzę, że odpowiedź na pytanie, czy kryzys na tym rynku minął, będzie możliwa w drugiej połowie roku. Wiele wskazuje na to, że będziemy mieli wtedy obraz jaśniejszy gospodarki, finansów państwa i wpływu regulacji Komisji Nadzoru Finansowego na rynek kredytów mieszkaniowych.
Czy w 2011 r będzie się sprzedawał tylko segment popularny? Jaki przewidujecie Państwo popyt w segmencie nieruchomości z wyższej półki, apartamentów i domów?
Jest oczywiste, że w okresie niepewności ekonomicznej ograniczone są możliwości finansowe, co skutkuje zapotrzebowaniem na mieszkania tańsze, a więc mniejsze, w dalszych lokalizacjach. Zawsze będzie również popyt na droższe mieszkania w dobrych lokalizacjach, z tym, że popyt ten będzie znacznie ograniczony. Dostosowując się do potrzeb rynku, w obecnie wprowadzanych do sprzedaży ofertach deweloperzy oferują głównie mieszkania mniejsze, ok. 50-metrowe. To niestety spowoduje pogłębienie statystycznego substandardu, w którym mieszkają Polacy w porównaniu z większością państw Unii Europejskiej. Ale takie są realia ekonomiczne.
Czy deweloperzy nie oceniają rynku zbyt optymistycznie? Niemal każdego tygodnia ogłaszane są nowe, duże inwestycje, podczas gdy z rynku finansowego płyną wieści raczej mało optymistyczne. Popyt na kredyty hipoteczne maleje, wskutek kolejnych rekomendacji KNF maleje zdolność kredytowa Polaków, ograniczony zostanie także program dopłat „Rodzina na swoim”…
Rzeczywiście obserwujemy odreagowanie dwóch poprzednich lat, gdy dostosowując się do bardzo ograniczonego popytu deweloperzy znacznie ograniczyli rozpoczynanie nowych budów. Stan obecny nie jest jeszcze niebezpieczny – liczba gotowych mieszkań nie przekracza 20 proc. oferty, co w krajach europejskich jest standardem. Sądzę, że gdy popyt będzie rzeczywiście wyraźnie malał, deweloperzy ponownie znacznie ograniczą rozpoczynanie nowych inwestycji. Będzie to z oczywistą szkodą dla rozwoju rynku, lecz jest to jedyne racjonalne zachowanie w okresie słabnącego popytu.
Strony: 1 2
