O rozwoju rynku nieruchomości, mieszkaniach bezczynszowych i planach nowych inwestycji rozmawiamy ze Sławomirem Dolińskim, przewodniczącym rady nadzorczej Dolcan Plus S.A.
Początek 2011 r. przyniósł ożywienie w biurach sprzedaży deweloperów. Czy zgodzi się Pan ze stwierdzeniem, że kryzys na rynku mieszkaniowym mamy już za nami?
Klienci znów aktywnie poszukują i kupują mieszkania. Także banki zabiegają o klientów na kredyty mieszkaniowe, choć ich polityka jest oczywiście dużo bardziej restrykcyjna niż kiedyś. Deweloperzy, którzy mają świadomość, że rynek nie wróci do dynamiki sprzed 3 lat oceniają, że kryzys minął. Jednak tak duże wzrosty cen i popytu, jak miało to miejsce w 2007 r. i pierwszej połowie 2008 roku, w najbliższych latach nie powtórzą się. Największe firmy dopasowały swoją ofertę do nowych oczekiwań klientów. I już dziś radzą sobie dobrze, o czym świadczą wzrosty sprzedaży, którymi chwalą się główni gracze rynku. Nasza firma zanotowała 60 proc. wzrost sprzedaży w I kwartale tego roku, w porównaniu z I kwartałem 2010 r.
Deweloperzy to dość konserwatywna grupa przedsiębiorców – wolą korzystać ze sprawdzonych wzorów, rzadko sięgając po nowinki rynkowe. Skąd wziął się pomysł mieszkań bezczynszowych?
Nie do końca. Duże firmy są świadome zmieniających się wymagań, jakie stawiają klienci i szukają nowych rozwiązań, które spełnią te oczekiwania. Szeroka analiza rynku i kontakt z klientami pokazały nam, że jest duża grupa osób, które nie godzą się na wysoki comiesięczny czynsz, jaki obowiązuje w blokach. Nie mogą sobie jednak pozwolić na zakup dużego, drogiego domu. Stworzyliśmy więc zupełnie innowacyjny na rynku produkt – mieszkania bezczynszowe. To lokale o mniejszych metrażach 40-80 m kw., zlokalizowane w kameralnych budynkach po 4-6 mieszkań. Mieszkania mają ogródki i wygodę życia w domu. A jednocześnie nie ma tu części wspólnych jak w bloku: klatek, garaży, wind. Nie ma więc konieczności płacenia czynszu. Mieszkania bezczynszowe wprowadziliśmy jako pierwsi. Dziś widzimy, że kolejni inwestorzy idą w nasze ślady.
Jak pomysł ten przyjął się na rynku stołecznym?
Znakomicie. Osiedle Rudy Rydz, którego budowa ruszyła wiosną jest już prawie w całości sprzedany. Kolejne osiedla powstające w ramach mieszkań bezczynszowych Kamyk Zielony, Konik Polny, Czerwona Jarzębina czy Pasikonik, choć jeszcze mniej zaawansowane w realizacji, też są sprzedane w 15 – 20 proc. Ogromne zainteresowanie cieszy nas tym bardziej, że wprowadzając taką rewolucję na rynku mieszkań obawialiśmy się nieufności ze strony klientów. Wszelkie nowości budzą zastrzeżenia. Klientom, którzy całe życie płacą czynsz za mieszkanie w bloku, trudno jest zrozumieć jak można mieszać i nie płacić co miesiąc. Jednak idea się przyjęła i ten segment w naszej ofercie na pewno będziemy intensywnie rozwijać w najbliższych latach.
Segment popularny, podwyższony, a może apartamenty? Co Pana zdaniem będzie się sprzedawało na stołecznym rynku w 2012 r.?
Oczywiście najlepsza koniunktura dotyczyć będzie jak dotychczas rynku mieszkań popularnych. Oceniam jednak, że także segment mieszkań z wyższej półki będzie powoli rósł. Wiąże się to ze wzrostem grupy klientów o wyższych dochodach i wymaganiach. Trzeba też pamiętać, że rynek drogich apartamentów nawet w okresie spowolnienia nie odnotowuje tak wyraźnych spadków. To zasada funkcjonowania dóbr luksusowych, których popularność rządzi się własnymi prawami, niezależnie od ogólnej koniunktury gospodarczej.
Strony: 1 2
